Inne

Inne

„Impreza” – autor: Grzegorz Ławniczek
/11.1995r./

Duch imprezy opuścił nas
Gospodarz już sprząta wymioty zza szafy
A para kochanków pod stołem się pieści
Aż brzęczą naczynia i skaczą zakąski

Z głośników leniwie muzyka się toczy
W miarowym rytmie ktoś ledwo oddycha
A w drugim pokoju ktoś widać się spieszy
Bo słychać westchnięcia, sapanie i jęki

Ciekawa rozmowa gdzieś się urwała
Gdy toast kolejny został wzniesiony
Teraz królują alkohol i dźwięki
Mieszając się w jedną bezbarwną całość

Jeszcze w kąciku pokoju małego
Ktoś usiłuje sklecić dwa zdania
Lecz zaraz i oni zmuszeni przez wszystkich
Tańczą miarowo w takt wolnej piosenki

A za oknami zima już w pełni
Księżyc zagląda przez szpary w żaluzjach
Jakby chciał wejść w swych białych lakierkach
I z panną przy oknie przetańczyć do rana

Duch imprezy opuścił nas…
Gubiąc pod stołem mały bukiecik

„O lataniu” – autor: Grzegorz Ławniczek
/1995r./

Idę brzegiem morza
W świetle zachodzącego dnia
Stąpam po rozpalonym piasku
Niczym fakir z dalekich stron

Zimny wiatr rozwiewa me włosy
Przeszywa ciało, przenika świat
Unoszę ramiona w stronę słońca
Jestem aniołem gotowym do lotu

Jak wielki okręt targany sztormami
Majestatycznie sunący w świetle gwiazd
W pełnej gali z rozwiniętymi żaglami
Tak ja biegnę pośród srebrnych fal

Zawieszony między niebem a ziemią
Być wiatrem, latawcem na wietrze
Krzyczeć z mewami wśród rozdartych fal
Niczym sokół czuć w nozdrzach dal

Kolejny raz próbuję się odbić
Wzbić się ponad nicość dnia
I już nigdy nie upaść
Z bólem serca na piach

Dlaczego nie mam tego daru
Którym Bóg obdarzył ptaki
Nie jestem godnym stąpać po ziemi
Nie jest mi dane latać za dnia

Lecz gdy nastaje nocy czar
I wszyscy śpią bezpiecznie
Ja latam, w księżycowym świetle
Przy blasku ulicznych lamp.

„Gwiazdy” – autor: Grzegorz Ławniczek
/28.09.1995r./

Samotny dzień w przeszłość odchodzi
W ciemnościach nocy swe barwy tracąc.
Gdzieniegdzie tylko gwiazdy srebrzyste
Żegnają dzień pełne rozpaczy.

Gwiazdy jak co noc, w tym samym miejscu
Mrugają do nas swymi oczami.
Mało kto jednak patrząc do góry wie
Że ich oczy już dawno zgasły.

Wciąż patrzą na nas światła z przeszłości
Ciemności nocy rozjaśniając.
Na co spoglądać będą zakochani
Gdy nagle gwiazdy zaczną gasnąć.

Czy razem z nimi umrą marzenia
I życie nagle przestanie mieć sens?
Czy miłość zbłądzi w ciemnościach nocy
I astrolodzy nareszcie wyśpią się?

„Świat” – autor: Grzegorz Ławniczek
/6.02.1996r./

Razem z jabłkiem świat upada
Razem z drzewem rosnę ja
Gdy ptak śpiewa – ja się śmieję
Gdy deszcz kapie – myje świat.

„Ponad głowami” – autor: Grzegorz Ławniczek
/04.1995r./

Śpiew ptaków wysoko ponad głową
Cykanie świerszczy gdzieś pośród traw
Silny powiew wiatru w zadumaną twarz
Gdy patrzysz ze szczytu w zamgloną dal

Wszystko w dole jest takie małe
Przed tobą jest cały świat
Nie próbuj deptać małych ludzi
Zawsze jest góra wyższa od tej

Myślisz, że z góry rozwikłasz wielkie rzeczy
Bo tylko z góry ogarniasz cały świat
Lecz będąc na górze ledwo widzisz ludzi
I nie dostrzegasz już ludzkich spraw

Zejdź z tego szczytu mały człowieku
Przyjrzyj się braciom z poziomu dna
Znajdź się choć raz w ich położeniu
I pomóż im, na ile cię stać

„Nieznajoma” – autor: Grzegorz Ławniczek
/04.1995r./

był wieczór, księżyc, i tramwaj mknął
po srebrnej nici pajęczej
ja byłem tam wpatrzony w dal
a świat pozostał w tyle

choć staliśmy w tłumie z dala od siebie
to jednak coś nas łączyło

gdy znikłaś mi z oczu
w przepychu nieznanych twarzy
z nadzieją szukałem twojego odbicia
w zamglonych szybach tramwaju

„Wieczór poetycki” – autor: Grzegorz Ławniczek
/26.09.1998 r./
Jadze K.

dzisiaj wieczorem
słyszałem głos uśmiechnięty
wychodzący daleko poza ramy
wózka na kółkach

stojąc w progu herbaciarni
czułem na twarzy ciepło:
od świec, smyczka i gitary
przyjaźni jej przyjaciół
słów otuchy i wiary
zagłuszanych krzykiem fleszy

swoimi wierszami zgasiła mnie
by ogień zapalić potężniejszy

„Do poetów” – autor: Grzegorz Ławniczek
/8.08.1998r./

Poeci!
Wy nie żyjecie naprawdę
unosząc się nad kartką papieru
Miłość jecie na pierwsze śniadanie
głupią nadzieją się karmicie
i cierpicie niesłusznie za wielu
Waszym chlebem są słowa, nie czyny
pochwały, a nie uwagi kolegów
żyjecie życiem innych
do końca czekając na miłość
umieracie samotnie i cicho
w obskurnych pokojach pełnych epitetów
Dopiero po śmierci
tłumy odwiedzają wasze groby
szukając prawd pośród sterty wersów